Ulcia, nasza dzisiejsza jubilatka, od rana wykłócała się z nami, że pomysł by zabrała do przedszkola cukierki i poczęstowała nimi dzieci jest bezsensowny. Nie rozumiała idei dlaczego ma komukolwiek oddawać swoje słodycze. Pocieszaliśmy się z Mężem, że w przedszkolu pewnie poczuje powagę chwili i jakoś to będzie. Nie było.
Już zdjęcia przesłane z "imprezy" nie pozostawiały złudzeń: Ula dalej nie miała ochoty rozstawać się z cuksami. Jak się później okazało zrozpaczona zrobiła wprawdzie obowiązkową rundkę z koszyczkiem, ale w imię troski o zdrowie i zęby kolegów stanowczo odmówiła rozdania reszty słodyczy. Niestety to nie był koniec dowodów mojej porażki wychowawczej, najgorsze było przed nami.
Wparowałam do przedszkola i widząc, że Pani Dyrektor prowadzi do mnie Ulcie za rączkę nieopatrznie postanowiłam zachęcić córeczkę by poczęstowała panią cukierkami. Młoda w panice porwała koszyk w objęcia, wyrwała przez cały korytarz chowając się za moją nogą, po czym wyciągnąwszy łapkę w kierunku Pani Dyrektor ryknęła : ONA nie chce moich cukierków!!!