Dziś rano wyraz twarzy mojego męża kręcącego się po kuchni, poza narkotycznym
głodem kofeiny zdradzał też ewidentne zaskoczenie. Jak nic musiał zauważyć, że jest
wysprzątane na błysk, choć wieczorem była tam istna stajnia Augiasza. Magia, po prostu -
czarna magia: wczoraj tor przeszkód, a o 7.30 widać nawet powierzchnię blatów! Mężu
drogi!, nawet nie wiesz co się w nocy za tymi drzwiami kuchennymi działo. Ile łez
przepłakanych, smutków przepracowanych, ile wzruszeń i radości….
Jesteśmy ze sobą od 12 lat a mój Ukochany ciągle nie załapał, że czar jednej nocy
działa regularnie, tylko raz w miesiącu, a zwiastują go generalne porządki. Nie wiem jak u
Was, ale mnie to dopada delikatnie mówiąc o niezbyt wygodnych porach. Kiedy hormony
zaczynają rządzić moim zachowaniem, a rozum na kilka dni idzie się zdrzemnąć, noce
wyglądają mniej więcej podobnie:
20.30 Idę uśpić Potworzycę. Obie miałyśmy ciężki dzień więc padam razem z nią
1.30 Pobudka. Co ja zrobiłam, zęby brudne, o reszcie nie wspomnę – „full opako”...
Leków nie wzięłam. Dlaczego mnie nie obudził i dlaczego śpi w salonie?!! Czy chłopaki
po inhalacji i czy mają jakąś ma kołdrę (niechby chociaż tą ze zdemontowanej „bazy”, z resztkami popcornu)?
1.45 O matko, matko, co to będzie co to będzie? Dzieci od roku w domu, ja już
wariuję, co będzie z jego pracą, kiedy zobaczę się z Babcią… kurczę muszę się napić (wody!!!) ale jak zacznę krążyć po domu to on mnie zabije.
2.05 Zbieram się na odwagę.
Idę umyć zęby, później przemykam do kuchni. Piję
wodę. Matko jaki tu bałagan, nawet podłoga nie ogarnięta. Zamknę drzwi i troszkę tu
poogarniam.
No i zaczyna się to „troszeczkę”. Najpierw na paluszkach by nie obudzić ślubnego ,
ścieram kurz, wyskubuję ręcznie okruszki z podłogi, podlewam kwiatki, myję fronty
szafek, cicho, cichutko co by memu umiłowanemu snu nie przerywać.
2.15 Narasta we mnie złość.
Tu jest taki bałagan a on tak spokojnie śpi. Co to ja
sprzątaczką jestem???? Jak mógł pójść spać gdy kuchnia wygląda jak pole bitwy.
Dlaczego dzieci nie wkładają naczyń do zmywarki...? boszszsz, jak ja je wychowałam... Gdzie ta
cholerna czekolada?!!
Pora na cięższą artylerię. Na ten etap idą naczynia do zmywarki (koniecznie tak by
słyszał, że TU się pracuje), woda na herbatę SIĘ gotuje (co by wiedział, że opadam z
sił). Niech się cieszy, że odkurzacza nie włączam. To tylko dlatego by dzieciom nie
przeszkadzać! Szkoda, że szafek w kuchni nie da się poprzestawiać, drzwi
koniecznie muszę jeszcze umyć, ojej… trzasnęłam, niemożliwe!😈, no gdzie są te słodycze?!!
2.40 Kuchnia prawie wysprzątana.
Matko jak on słodko śpi. Dobrze, że go nie
obudziłam, taki jest zmęczony po całym dniu pracy... co za bzdury🙃?!! no tak…
hormony!😁
O 3.00 jak gdyby nigdy nic wracam na paluszkach do łóżka. W myślach jeszcze
przydługie podsumowanie dnia poprzedniego, plany na następny (obecny..?) dzień.
Wreszcie mogę zamknąć oczy… I wiecie co? olśnienie!!!, pamiętacie
Smeagola, tego tolkienowskiego golluma? Od dawna wiedziałam, że jego filmowy
wizerunek był inspirowany konterfektem Prezydenta Władimira Putina. Teraz mam
jasność kto posłużył autorowi za wzorzec charakteru i zachowań tego stwora: kobieta
z PMS!
My precious!!!