ZNP+

Blog niekoniecznie ukierunkowany... autorka nie ponosi odpowiedzialności za rozczarowania 😜

Rzecz o łacinie

girl

Wszyscy wiemy, że nie powinniśmy przeklinać przy dzieciach. U mnie jak zwykle teoria sobie, praktyka sobie.

Najstarszy syn mnie rozpieścił i mogłam sobie bezkarnie odreagowywać mrucząc pod nosem to co mi ślina na język przyniesie. Młody znał przekleństwa, ale nigdy ich nie używał, ponieważ wiedział, że nie wolno. Taki charakter. Kiedyś w zerówce rozpętała się afera, ponieważ dzieci zaczęły porozumiewać się za pomocą wulgaryzmów. Wychowawczyni poprosiła wszystkich rodziców o interwencję i rozmowę dyscyplinującą z małolatami. Pytam synka: „Kochanie znasz jakieś przekleństwa? No tak!!! A jakie??? Mamo nie powiem, wstydzę się!!! No dawaj Młody, jedyna niepowtarzalna okazja by popisać się bezkarnie przed mamusią. No dobrze… siurek burek, du..a.”
Wzruszyłam się i pomyślałam sobie, boszszszsz, moje kochane dziecko, ileż mamusia mogłaby Cię jeszcze nauczyć….
Sytuacja diametralnie zmieniła się gdy pojawił się Oluś. Ten delikwent mówił mało i niewyraźnie, ale w zamian był i jest niezwykle czujnym obserwatorem (słuchaczem) rzeczywistości. Zatem Aleksander lat trzy idzie z tatą do przedszkola, a tam na drzwiach sali karteczka: nie ma wychowawczyni i dzieci należy odprowadzić do znienawidzonej przez Ola grupy Niedźwiadków. Tomasz zatroskany tłumaczy bąbelkowi jakie spotkają go niedogodności. W odpowiedzi młody żałośnie spuszczając ramionka mruczy pod nosem: „kulwa, niedobze”. Ślubny zamarł na chwilę i zaskoczony upewnia się: „Olek co powiedziałeś?... Niedobze tato…. No niedobrze, niedobrze syneczku”.
Ostatnia w stawce pojawia się moja trzyletnia księżniczka Coccolina, nad której edukacją czuwają starsi bracia. Dzięki Kajetanowi Ula zna wiele ciekawostek przyrodniczych, zaś dzięki Olkowi… no i tutaj jest gorzej. Wszystkie określenia okołofekalne, „d..py” itp. wyćwiczyliśmy perfekcyjnie od razu, dziś jednak pojawiła się nowość. Rano młoda zaszczyciła mnie dialogiem: „Mamo co ty lobis????Nie lób tego, bo będzie faken!…??? Co córeczko będzie??? No faken!”.
Dociera do mnie paraliżująca pewność, że nie ma możliwości bym się przesłyszała, ale nieroztropnie brnę dalej (zupełnie bez sensu, ponieważ zawsze lepiej pozostawić sobie trochę złudzeń). ” Ula, nie rozumiem, co chcesz mi powiedzieć? No jak to co???” - odpowiada rezolutna dziewczynka - „pzeciez mówię, ze zalaz będzie faken. Cyli cholela jasna!” .